Trzy Avie stoją dziś razem na mojej półce i patrzę na nie z pewnym rozbawieniem. Gdybym kilkadziesiąt lat temu, sklejając modele z Kovozávody Prostějov, zobaczył taki zestaw, pewnie uznałbym to za luksusowy sen modelarza.

W tamtych czasach czeskie modele miały dla mnie szczególny status. Były trochę egzotyczne, bo zagraniczne, a jednocześnie dostępne bliżej niż zachodnie marki. Miały ładne pudełka, ciekawe tematy i sprawiały wrażenie produktu premium. Pamiętam to uczucie otwierania pudełka Avii czy Letova lepiej niż niejeden późniejszy zakup.

Na zdjęciach stoją dziś trzy Avie z trzech różnych epok.

Avia B-534 – elegancki dwupłatowiec z czasów, gdy lotnictwo miało jeszcze coś z kawalerii.
Avia CS-199 – powojenny Messerschmitt po czesku, samolot trochę dziwny, trochę nieoczywisty, a przez to bardzo ciekawy.
Avia S-92 Turbina – wejście tej samej wytwórni w epokę odrzutową, kiedy świat przyspieszył gwałtownie i bez sentymentów.

Lubię w nich to, że razem opowiadają historię nie tylko lotnictwa, ale też modelarstwa. Od dawnych zestawów, które pamiętam z młodości, po współczesny model Arma Hobby, który naturalnie dołączył do tej rodziny.

To nie jest nostalgia za tamtymi czasami. To nostalgia za emocją, którą dawało wtedy otwieranie pudełka i myślenie: „będzie co sklejać”.

Dziś narzędzia są lepsze, farby lepsze, modele lepsze. Ale dobrze, że tamto uczucie zostało.

Moje Avie

Avia B-534 z Eduarda, 1/72

Avia CS199, mój pierwszy Messerschmitt

Avia S-92 Turbina – mój model, wpadki i odrzutowa dawka nostalgii

Jeśli ktoś chciałby postawić własną Turbinę obok swoich Avii:

 

  • Zapraszam do sklepu link Arma Hobby.