No i stało się. Boeing Challenge dobiegł końca.
Mam skończone dwa Matchboxy w skali 1/72: P-12E oraz drugi model zbudowany jako F4B-4A. Do tego mogę pokazać praktycznie ukończonego F4B-4 Monogramu, którego zbudował Marcin. Wszystko oczywiście w 1/72.
Matchbox P-12E – model z dzieciństwa
P-12E Matchboxa jest dla mnie przede wszystkim modelem nostalgicznym. Pamiętam go jeszcze z czasów, kiedy samo sklejenie modelu było wystarczającym powodem do zadowolenia. Bez malowania wyglądał świetnie: zielony kadłub, żółte skrzydła – bardzo efektowny samolot prosto z pudełka.
Po latach postanowiłem do niego wrócić. I tutaj popełniłem podstawowy błąd: podszedłem do niego zdecydowanie zbyt ambitnie.
Zacząłem od nacinania linii podziału blach. Dorobiłem też na dolnej powierzchni lewego skrzydła charakterystyczną trapezową skrzynkę – według mnie baterię – której nie znalazłem w żadnym z modeli P-12E, nawet w znacznie nowszym Clear Propie 1/48. Tymczasem na zdjęciach oryginalnych samolotów ten element widzę. Przynajmniej na części z nich, więc sądzę, że raczej powinien tam być.
I tu zaczyna się problem z P-12E: te samoloty występowały w wielu konfiguracjach. Zmieniały się anteny, detale wyposażenia, a także oznakowanie i kolory. Im więcej ogląda się zdjęć, tym trudniej powiedzieć, że coś było „zawsze” albo „nigdy”.
P-12E dowódcy 27th Pursuit Squadron
Mój model przedstawia samolot dowódcy 27th Pursuit Squadron. Najbardziej charakterystyczne są pasy na skrzydłach, które zinterpretowałem jako ciemnogranatowe, prawdopodobnie w kolorze zbliżonym do niebieskiego z amerykańskich gwiazd.
Jest szeroki pas w środkowej części skrzydła oraz dodatkowe pary pasów zbiegających się w kierunku końców skrzydeł. Całość wygląda bardzo efektownie.
Tyle że pomalowanie tego okazało się znacznie trudniejsze, niż zakładałem.
Kilka rzeczy zepsułem i musiałem malować ponownie. Potem zepsułem następne i znowu malowałem. Szczególnie dużo problemów sprawiło górne skrzydło i jego zastrzały. Model po prostu nie bardzo chce się w tym miejscu składać – zostają luzy, geometria zaczyna żyć własnym życiem, a człowiek zaczyna używać siły tam, gdzie zdecydowanie nie powinien.
W ten sposób zniszczyłem pierwsze podejście do górnego skrzydła. Przy próbie dopasowania umazałem je farbą, potem musiałem ją zmywać i malować jeszcze raz. Efekt mi się nie spodobał, więc… pomalowałem je jeszcze raz.
Kalkomanie, które przeżyły wszystko
Bardzo pozytywnym zaskoczeniem były natomiast kalkomanie Aeromaster, których tutaj użyłem.
W trakcie kolejnych poprawek próbowałem je usunąć i okazało się, że nie jest to wcale proste. Nie dały się łatwo ruszyć nawet IPA. Ostatecznie udało mi się je zerwać i zmyć, ale trzeba było się naprawdę postarać.
Można powiedzieć, że był to dość brutalny, ale skuteczny test jakości. Aeromaster zdał go bardzo dobrze.
Jeszcze trochę źle ulokowanej ambicji
Jakby tego było mało, postanowiłem zrobić taśmowe naciągi.
Użyłem generycznego zestawu SBS, z którego przycinałem odpowiednie odcinki i przyklejałem je żywicą UV. Trzeba było nawiercić otwory i odpowiednio wszystko ustawić.
Nie wszędzie wyszło idealnie równo.
OK. Lepiej już nie będzie.
W modelu wykorzystałem również żywiczne wnętrze przeznaczone do F4B-4, zaprojektowane przez Marcina i wydrukowane w 3D przez Baćka Noszczaka. Obu bardzo dziękuję za pomoc.
F4B-4A z Pensacoli
Drugi Matchbox powstał jako F4B-4A w malowaniu treningowym z Pensacoli. To oznakowanie ma dla mnie dodatkowy smaczek historyczny. Samolot znany jest ze zdjęcia, przy którym stoi Tom Haywood – późniejszy pilot Latających Tygrysów. Pięknie składa się to z nagrodą w Boeing Challenge, o której będzie za chwilę.
Chciałbym jeszcze napisać krótki artykuł historyczny poświęcony temu samolotowi, pokazać wspomniane zdjęcie i dodać kilka uwag dotyczących jego malowania i oznakowania. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić to wkrótce.
W tym miejscu bardzo dziękuję Richardowi Dannowi za przesłanie zdjęcia oraz PDF-u swojej z książki, dzięki którym mogłem wykonać ten model.
Co należało zrobić?
Po skończeniu P-12E doszedłem do dość prostego wniosku.
Ten model należało po prostu skleić, pomalować i dobrze się przy tym bawić.
Próba zrobienia z Matchboxa P-12E czegoś w rodzaju modelu zawodniczego była chyba przykładem niewłaściwie ulokowanej ambicji. Można oczywiście poprawiać detale, nacinać linie, dorabiać wyposażenie, walczyć z naciągami – tylko pytanie, czy w pewnym momencie nie zaczyna się tracić tego, co w tym modelu było najfajniejsze.
Jeżeli ktoś naprawdę chce zrobić bardzo szczegółowego Boeinga z tej rodziny w 1/72, lepszym punktem wyjścia wydaje mi się F4B-4 Monogramu. Model Marcina pokazuje, że można z niego uzyskać naprawdę bardzo ładny efekt.
Przeróbka Monogramu na P-12E wymagałaby jednak trochę pracy. Trzeba zmienić usterzenie, poprawić charakterystyczny garb za kabiną oraz usunąć ze spodu górnego skrzydła miejsca związane z wyposażeniem w nadmuchiwane pływaki. Były one stosowane w pokładowych F4B-4, aby po wodowaniu samolot utrzymywał się na powierzchni.
Czy warto? To już temat na następny challenge.
I tak było warto
Mimo wszystkich przygód uważam ten projekt za bardzo fajne doświadczenie.
Dobrze się bawiłem, nauczyłem się kilku nowych rzeczy, a przede wszystkim dostałem lekcję na temat niewłaściwie ulokowanej ambicji modelarskiej. Mam nadzieję, że przy następnych projektach będę już wiedział, kiedy warto walczyć o kolejny detal, a kiedy lepiej zostawić go w spokoju i po prostu skończyć model.
Bardzo ujęło mnie też to, że do Boeing Challenge dołączyło tylu modelarzy – nie tylko z Polski. Niektórzy swoje modele ukończyli, inni jeszcze nad nimi pracują. I to jest chyba najfajniejszy rezultat całej zabawy.
Dzisiaj wysyłam do uczestników maile z prośbą o końcowe zdjęcia modeli oraz adresy do wysyłki.
Bo była jeszcze jedna część umowy.
Tajemnicza nagroda przestaje być tajemnicza
Kiedy zaczynaliśmy Boeing Challenge, obiecałem uczestnikom, że nagrodą będzie nieogłoszony jeszcze wtedy nowy model Arma Hobby.
Dzisiaj już wiadomo, co miałem na myśli.
Każdy z uczestników otrzyma najnowszego Curtissa Hawk 81-A2 „Flying Tigers” 1/72 – naszego nowego Hawka z rodziny wczesnych P-40, w barwach Latających Tygrysów.
Kiedy składaliśmy tę obietnicę, model nie był jeszcze publicznie zapowiedziany. A dodatkowo historia zatoczyła małe koło: jeden z Boeingów zbudowanych w ramach challenge’u związany jest właśnie z Tomem Haywoodem, który później sam trafił do AVG.
I w ten sposób Boeing Challenge naprawdę dobiega końca.
Lata 20., lata 30.
Na zakończenie zrobiłem jeszcze jedno zdjęcie – małą zbiorówkę moich modeli samolotów z przełomu lat 20. i 30.
Są na nim oba Boeingi, prototyp P.11 oraz Avia B-534 Eduarda.
Moich P.11c i P.7a już tutaj nie ma – rozeszły się po świecie, więc rodzinnego zdjęcia zrobić się nie udało.
I przypomniał mi się refren starej piosenki z filmu Lata dwudzieste… lata trzydzieste…:
„Lata dwudzieste, lata trzydzieste, kiedyś dla wzruszeń będą pretekstem…”
W filmie chodziło oczywiście o coś zupełnie innego. Ale patrząc na te kolorowe myśliwce z okresu międzywojennego, pomyślałem, że do modelarstwa też pasuje to całkiem nieźle.
Zwłaszcza kiedy jednym z tych wzruszeń jest wspomnienie zielonego kadłuba i żółtych skrzydeł Matchboxa, którego kiedyś wystarczyło po prostu skleić.
Podziękowania
Serdecznie dziękuję kol. Grzegorzowi Cieliszakowi za podarowanie dwóch modeli P-12E Matchboxa, Marcinowi Ciepierskiemu za projekt wnętrza i Maćkowi Noszczaowi za jego wydrukowanie i Ltn. Rich Dann za pomoc w zebraniu dokumentacji









The 1/72 P-12E from Matchbox discussion and posting of pictures was a great idea. What a great kit. It was my first built model when I was a kid. Thank you for bringing all those good memories. Years later, I built the same kit and put a small engine inside to power the propeller. See my picture. Thank you again and thank you for the great kits you make!
Kiedy zobaczyłem ten model w Składnicy Harcerskiej omijałem go z daleka. Po 40 latach przeszukałem cały internet żeby go kupić.
Thank you for the challenge. I had never built either of these kits before and generally had little interest in biplanes, especially interwar aircraft. However, the experience sparked a new enthusiasm for the subject. Now there are two P-12s, another F4B, two F11Cs, and two P-6Es on the bench. It’s hard to believe. Looking forward to the next challenge.
Dzięki za to wyzwanie. Budowa tego wiekowego zestawu (w moim wypadku był to F4B od Monogram’a datowany na 1974) dostarczyła mi frajdy pomimo problemów. Problemów, które wykreowałem sobie sam naturalnie!
Zdjęcia do galerii mojego Boeing wysłałem mailowo, bo niestety na tej stronie ciężko wrzucać większa ilość fotek.