Matchbox PK-3 Boeing P-12E to jeden z tych modeli, do których wracam z przyjemnością. Nie dlatego, że jest idealny, ale dlatego, że ma swój klimat. Wielu z nas miało go kiedyś na półce albo przynajmniej pamięta z katalogów i sklepowych gablot. Dziś można spojrzeć na niego inaczej – może bez dziecięcego zachwytu, ale też bez przesadnego czepiania się wieku zestawu. Bo przecież okazuje się, że nadal ma sporo uroku.
Model oczywiście miałem sklejony kilkadziesiąt lat temu, z żółtym pasem na kadłubie. Ostatnio pojawił się jego morski odpowiednik w skali 1/48 z Clear Propu. Miałem chwilę wahania, ale stwierdziłem, że 1/48 to nie przejdzie. Zatęskniłem za małym P-12E. Zlitował się nade mną Grzegorz Cieliszak i kilka dni później wydobyłem mój egzemplarz z paczkomatu. Wzruszyłem się i model ten znalazł się na moim warsztacie.
Ktoś ten model bardzo kochał, bo wyciął z ramki skrzydła, ale nie miał odwagi go dokończyć.
Kolorowe ramki, które tutaj naprawdę pasowały
Jednym ze znaków firmowych Matchboxa były wypraski z plastiku w dwóch kolorach. Czasem wyglądało to przypadkowo, ale w tym modelu miało sens.
Boeing P-12E reprezentuje lotnictwo amerykańskie z lat 30., kiedy samoloty malowano bardzo efektownie. Kadłub nosił kolor Olive Drab No. 22, a skrzydła i usterzenie Orange Yellow No. 4. Zestawowe barwy plastiku zaskakująco dobrze wpisują się w taki schemat, więc już po wyjęciu z pudełka model przypomina prawdziwy samolot.
US Navy i US Marine Corps, malowanie samolotów w latach 1930-tych
Prosty model, ale pomyślany
Części jest niewiele, jak przystało na Matchboxa, ale konstrukcja została zaprojektowana sprytnie. Przykadłubowe zastrzały są wklejane blokowo pod górną część kadłuba, co ułatwia późniejszy montaż skrzydeł i pomaga zachować geometrię modelu.
To prosty zestaw, ale nie prymitywny.
Ten egzemplarz ma ziemisty posmak i aromat magazynu Revell z 1992 roku.
Detal z epoki
Detale są wyraźne, miejscami mocniejsze niż trzeba, ale mają swój charakter. Znajdziemy tu połączenie linii wklęsłych i wypukłych. W nowoczesnym modelu można by kręcić nosem, ale przy samolocie tej konstrukcji nie razi to specjalnie.
Na powierzchni kadłuba są wypukłe nity – część z nich trochę zbyt mocna, ale z tyłu kadłuba pojawiają się też delikatniejsze, całkiem przekonujące. Blacha falista na usterzeniu została pokazana prostymi wypukłymi kreskami. W tej skali to wystarcza.
Skrzydła mają ładnie zaznaczone ugięcie płótna między żebrami, choć bez taśm wzmacniających.
Co już widać po latach
Najsłabsze są grubsze linie oddzielające lotki i stery od reszty powierzchni. Silnik jest uproszczony, brakuje rur wydechowych, a osłona karteru została potraktowana bardzo ogólnie.
Z drugiej strony to mały model i wiele z tych rzeczy po złożeniu schodzi na dalszy plan.
Kalkomania i oznaczenia
W moim egzemplarzu kalkomania częściowo skleiła się z papierkiem zabezpieczającym. Dało się to jednak uratować – po ostrożnym oddzieleniu resztki bibułki zeszły wilgotnym wacikiem.
Same oznaczenia są ciekawe, choć godło 27 Pursuit Squadron jest za małe, a orzeł ma zły kolor. Jeśli ktoś ma pod ręką kalkomanie z Curtissa P-36C Arma Hobby, bez problemu znajdzie lepszy zamiennik.
Oszklenie jest grube, ale takie były wtedy standardy. I w sumie dobrze – pasuje do reszty zestawu.
Matchbox czy Monogram?
W porównaniu z Boeingiem F4B-4 Monogramu ten model ma dwie zalety. Po pierwsze – kolorowe części robią klimat. Po drugie – zbiornik pod kadłubem jest osobnym elementem, więc można go zamontować z lekką szczeliną, jak w oryginale. W Monogramie stanowi część dolnego skrzydła.
Na koniec
Matchbox PK-3 Boeing P-12E to model z czasów, gdy liczyła się frajda ze sklejania. Dziś nadal daje przyjemność, tylko już trochę inną niż kiedyś.
Boeing Challenge
Zaczynamy w Arma Hobby challenge Boeing P-12E/F4B-4, Matchbox vs Monogram.
Ja robię Matchboxa, a Marcin Ciepierski tego drugiego. Zbyszek przebąkuje coś o wersji z Hinomaru.
Kto do nas dołączy? Zgłoszenie tylko przez komentarz poniżej, ze zdjęciem potwierdzającym rozpoczęcie modelu dopiero teraz. Uczestnicy, którzy ukończą challenge do końca maja 2026, dostaną gratis kolejny nowy (nowe formy) model Arma Hobby 1/72, który planujemy na początek lata tego roku.









Cześć.
Mam Matchboxa który czeka na swój dzień od lat.
Jest okazja więc dlaczego nie spróbować.
Trochę mało czasu, ale może się uda.
Pozdrawiam
Maciek.
Ps. Dla każdego kto zbuduje model z kręcącym się śmigiełkiem zrobię specjalny dyplom.
Nie wiem jak tu się wkleja zdjęcia:) Link do Imgura? https://imgur.com/a/jHB14js
Dołączyłbym, ale nie mam niestety żadnego ze wspomnianych zestawów. Pozostaje mi jedynie pokibicować.
No dobra. Mój poprzedni komentarz już nieaktualny. Model (Monogram) zakupiony. eBay szacuje, że powinienem go otrzymać do 15go maja, więc będzie bardzo „ciasno”! Ale spróbuję chociaż wystartować!
Pozdrawiam, Tomek
Tu mój P-12 zbudowany w dwa dni, latem 1986.
Wspólnym problemem wyprasek MB jest górny płat, który ma wygięcie do góry i czasem i do przodu, wywołane skurczem tworzywa. Płat nie miał żadnego wzniosu. Prostuję to przemocą za pomocą gorącej wody. Drugim jest brak płozy. Jest kółko ogonowe, ale większość P-12E miało płozę. Na zdjęciu jest płoza chyba z prototypu. Wypraski MB oferują też tylko grzbiet kadłuba za kabiną z „Panama Kit”. Nie wszystkie malowania pasują więc bez przeróbek.
Ciekawa dyskusja. Moj pierwszy model sklejony to wlasnie P-12E latach 70-tych. W czasie studiow sprzedalem go. W 2010 roku zbudowalem ten model ponownie ale tym razem z malym silnikiem ktory napedzal smiglo. W 2011 roku ten model z Matchbox’u zajal pierwsze miejsce w konkursie IPMS National Convention w Omaha, NE w kategorii #100 (Aircraft Biplanes 1/72 scale). Dlatego ma szczegolne miejsce w mojej kolekcji. To tak jakby ktos zrobil pelne okrazenie od pierwszego prostrgo modelu do modelu wyzszej klasy. Zalaczam zdjecie i zycze przyjemnej budowy. Przy okazji wspomne ze F4B-4 z Monogram jest tez nadal warty sklejania i stoi na polce obok P-12E. Tomasz
I’ll definitely be joining the Boeing challenge and hope to have some results to share before the end of May. The only issue is that, for some reason, I’m unable to add comments or photos through the link.
Podejmuję rękawicę, z pytaniem, czy stawkę można podnosić jak w pokerze :). Otóż w starociach wynalazłem Boeinga P-12E z Hasegawy w skali 1:32, rocznik 1975. Technologicznie nie wydaje się być bardziej skomplikowany od małego Matchboxa, co ciekawe, Hasegawa wypuściła swój model w 1971, rok wcześniej niż Lesney swoją miniaturę. I też w dwóch kolorach, żółtym i zielonym. PS Hasegawa ma przewidziane gniazdo na silnik do napędu śmigła.
Wyprostowałem rogala górnego płata. Prawie, ale zaczyna pękać i już zostawię minimalny wznios. Łuk na końcówce skrzydła zaczyna się w modelu o jedno żebro za późno. Ten sam feler z kształtem końcówek płatów ma Monogram. Zła długość lotek pozostanie. W Monogramie też. Korzystali chyba z tych samych planów, bo popełnili te same błędy.
Zawsze mnie kusiło otworzyć te żaluzje. Jeszcze pocienić trzeba od środka i będzie OK.
Żaluzje otwarte. Zrobiłem zdjęcie, ale problem taki, że strona daje mi komunikat, że plik jest ponad 2MB, a zdjęcie jest tylko 250kB. Mimo to nie daje się wysłać.
Miałeś dwie kropki w nazwie pliku, teraz działa:

Boeing „wylądował” na moim biurku (pudełko wygląda na oryginalnie zafoliowane). Nie będzie zatem wymówek 😅
I’m in, got one of each from eBay, neither has decals. Looking for options.
Ocena zawartości pudełka i wstępne przymiarki (to było w piątek)
Prace w kokpicie w toku
też robię coś w tle pod F4B-4 Monogramu, zacząłem od projektu wnętrza kabiny pod druk 3D.
Nastąpił przełom, coś wytrasowałem. Chyba się wygłupiłem, czyli sytuacja normalna…
Nie ma szans na sprowadzenie Nakajima w rozsądnym terminie więc odpalam Boeinga P-26. Wiem że to jeden płat mniej, ale nie sądzę by było z tego powodu łatwiej 😎
Ostatnie spojrzenie na kokpit przed zamknięciem kadłuba.